Bycie grzeczną dziewczynką jest passe.

44% firm w Europie Środkowo-Wschodniej nie ma kobiet na stanowiskach kierowniczych. Chociaż kobiety stanowią ponad 60% absolwentów szkół wyższych w Europie Środkowo-Wschodniej, tylko około 37% wszystkich menedżerów to kobiety.

Takie statystyki wyczytałam ostatnio w raporcie McKinseya . Zabolało. Serio. Przypomniało mi się, jak dobre 7 lat temu będąc na stanowisku HR Managera pracowałam nad zwiększeniem liczby kobiet w sprzedaży, włączając stanowiska kierownicze. I to nie było łatwe zadanie. Dotarłam ze statystykami do 40% udziału kobiet w zespole, co wtedy wydawało mi się nie lada sukcesem. I kiedy teraz czytam, że wciąż jest nas tak mało na stanowiskach decyzyjnych, to myślę sobie ile jeszcze pracy potrzeba do zmiany przekonań zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet.

Bo przecież nie można nam kobietom odmówić ambicji, poświęcenia, oddania i pracowitości. I może to jest jedna z przyczyn powyższego stanu. Dlaczego?

Rozsiądź się wygodnie, a ja opowiem Ci o pewnych nawykach, które wciąż nas mocno ograniczają, w życiu, w rozwoju zawodowym, w sięganiu po marzenia, w realizowaniu siebie, również w zajmowaniu stanowisk kierowniczych. To są nawyki przykładnej uczennicy albo inaczej grzecznej dziewczynki. Słyszałaś takie określenie? Co druga klientka, z którą pracuję rozwojowo działa właśnie według tego schematu. Pewnie zapytasz, jak to się objawia, po czym go poznać. Zanim opiszę Ci kluczowe wyróżniki nawyków przykładnej uczennicy, powiem Ci, skąd one się biorą.

Wszystko zaczyna się od… wychowania 

Z dzieciństwa pamiętam, jak nie mogłam się ubrudzić na podwórku, jak ciągle słyszałam, jaka jestem grzeczna i że dziewczynki właśnie takie są – nie złoszczą się, nie robią problemów, są ciche i spokojne. Są, ale jakby ich nie było, bezproblemowe, pomocne. W domu z rodzicami się nie dyskutowało, bo przecież dziecko nie ma zdania, nie rozumie. Podobnie w szkole – autorytet nauczyciela skutecznie zamykał drogę do wyrażania swojego zdania. A im więcej człowiek się uczył i dostawał dobre oceny, tym więcej pochwał zdobywał, od rodziców, nauczycieli. Więc to było najważniejsze w budowaniu poczucia własnej wartości – zewnętrzne opinie i oceny innych.

Nie bardzo była przestrzeń na doświadczanie, na testowanie, sprawdzanie siebie w różnych sytuacjach społecznych. Jeśli wchodziłaś w dyskusje, konfrontacje z innymi dostawałaś łatkę trudnej, kłótliwej. Jeśli miałaś swoje pasje, zainteresowania, niekoniecznie społecznie uznane za właściwe dziewczynie, stawałaś się dla otoczenia dziwna, odmienna. Nie wspomnę ubioru, bo to obszar najłatwiejszy do etykietowania.

Z taką matrycą przekonań wchodzimy w dorosłe życie, poblokowane, nieznające siebie, niepewne i wątpiące w swoje umiejętności oraz zdolności. I to objawia się zarówno w życiu osobistym jak i zawodowym.

Jakie jesteśmy, my przykładne uczennice?

Jesteśmy Mróweczkami – solidnie wykonujące swoją pracę, robimy kawał dobrej roboty, o której niewiele osób wie. Przekonane, że jak będziemy pracować pilnie to zostaniemy zauważone, docenione, oddajemy się pracy i obowiązkom ponad miarę. Licząc po cichu na awans, premię, pochwałę, obserwujemy jak inni je otrzymują.  Już na etapie rozmowy wstępnej rzadziej niż mężczyźni negocjujemy warunki zatrudnienia, bo jest w nas przekonanie, że najpierw musimy udowodnić swoją wartość ciężką pracą, a potem będzie podwyżka. I to najczęściej nie my o nią poprosimy, ale poczekamy aż może szef nam ją da. Mróweczkom mówimy dość. Nie namawiam Cię do porzucenia solidnej pracy, namawiam Cię do mówienia o swojej pracy, o tym co robisz, jakie to przynosi efekty.

Wiem, wiem pewnie od razu myślisz, ale ja nie potrafię się promować. Przecież te koleżanki, co tak mówią o swojej pracy, o sukcesach to zarozumiałe karierowiczki. Pewnie tak, dla tych, którzy czują zagrożenie z ich strony. Ale pomyśl przez chwilę, co jest negatywnego w dzieleniu się efektami swojej pracy? Przecież to, co robisz może okazać się przydatne innym, możesz pokazać jak wiele umiesz, jaką wartość wnosisz do zespołu albo Twój zespół do firmy. Przecież to jest Twoja praca, energia, czas, umiejętności, które w nią wkładasz, więc dlaczego miałabyś nie podpisywać się pod własnymi osiągnięciami. To jest część Ciebie, Twojej historii, więc nie mówiąc o tym głośno, chowasz część swojej tożsamości. Nie pozwalasz sobie na bycie właśnie sobą, autentyczną.

Nieustanne poszukiwanie wiedzy

Mamy też tendencję do ciągłego uczenia się, poszukujemy wsparcia w wiedzy oraz w  innych. Uczymy się całe życie, to wiadomo. Rozwój jest potrzebny, to też wiadomo. Ale przychodzi taki moment, w którym mamy już w sobie pokaźne bogactwo doświadczeń i wiedzy, do którego możemy sięgnąć, kiedy chcemy podjąć jakąś decyzję czy wyzwanie. Jesteśmy w takim momencie życia, gdy nie sama wiedza decyduje o naszej wartości, ale my jako całość stanowimy tę wartość. Niestety bardzo często zamiast posłuchać siebie, skorzystać ze swoich umiejętności, talentów, mocnych stron, zasobów, szukamy wskazówek u innych, nie zawsze właściwych osób. „To jeszcze poszukam mentora, skonsultuje z coachem, zadzwonię do koleżanki, może zapisze się na warsztat, poczytam jeszcze o tym, powinnam wiedzieć więcej”. To są stałe poszukiwania kierunkowskazów na zewnątrz, podczas gdy nasza wewnętrzna mądrość czeka cierpliwie, kiedy w końcu jej posłuchamy.

I pewnie jakby zapytać współpracowników, dlaczego lubią z nami pracować, to usłyszelibyśmy dużo więcej niż tylko wiedza.

Więc wieczne poszukiwaczki wiedzy, zapraszam do zaprzestania ciągłego szukania informacji czy potwierdzania swojej wiedzy a pokazywania się światu w całej okazałości, ze swoim bogactwem zasobów.

Bądź przygotowana z miejscem na improwizację

Bardzo często chcemy też być na wszystko i do wszystkiego przygotowane. Szkoła wyszkoliła nas w zakuwaniu do klasówek, testów i bycia przygotowaną na przepytywanie. Nie było wiele miejsca na improwizacje i spontaniczność. Przyznanie się do niewiedzy oznaczało jedno – jedynkę i opinię albo lenia, albo braku inteligencji. Więc w pracy robimy podobnie – przygotowujemy się podwójnie, potrójnie, po prostu nadmiernie, z obawy przed negatywną oceną otoczenia. Chcemy być postrzegane jako profesjonalistki, przygotowane na wszelkie scenariusze, sypiące informacjami, faktami z rękawa. Poza tym ciężka praca jest uczciwa, a promowanie siebie i swojej pracy czy budowanie sieci kontaktów to zbytki, na które z reguły już nie mamy czasu. 

Kiedyś w oczekiwaniu na prezentację przed zespołem zarządzającym połową Europy bardzo się denerwowałam. W głowie miałam czarne scenariusze — co jeśli. I wtedy jeden z tych liderów (mężczyzna) widząc moje zdenerwowanie, powiedział coś — wtedy bardzo odkrywczego, co zrzuciło cały ciężar strachu. “Jesteś tylko człowiekiem i tego od Ciebie chcemy. Jak się pomylisz, to poprawisz, jak nie wiesz, to się dowiesz. Nikt nie oczekuje od Ciebie wszechwiedzy. Oczekujemy, że wiesz, gdzie szukać informacji i je składać w całość.”

Alleluja. Serio, od tego momentu zmieniłam podejście do przygotowań, mam jakieś 60-70% przygotowane, reszta jest dla do użytku mojej spontaniczności i umiejętnościom.

Podsumowując

Wszystkie te nawyki prowadzą nas do zmęczenia, długotrwałego stresu, napięcia, przepracowania czy wypalenia. Z reguły jesteśmy gdzieś na końcu listy priorytetów zarówno swoich jak i naszego szefa, męża czy partnera. Stajemy się sfrustrowane, złe, wściekłe i jedyne, o czym marzymy to uciec od tej ilości obowiązków, jakie mamy na głowie. Wyrwać się z chomiczego pędu, by w końcu odnaleźć siebie, posłuchać swoich potrzeb i pójść za tym, co dla nas ważne.

I to wcale nie chodzi o to, żeby każda z nas musiała sięgać po stanowiska kierownicze, być na szczytach władzy. Chodzi o to, aby każda z nas była prawdziwa, znała swoją wartość i w zgodzie ze sobą kształtowała swoje życie osobiste i zawodowe. A wtedy te kobiety, które chcą robić karierę, będą mogły korzystać z całego wachlarza narzędzi, by sięgać po więcej, by zajmować stanowiska decyzyjne i mieć wpływ. 

Please follow and like us:
Posts created 4

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.